raymoont pisze: 11 mies. temu
To chyba też nie jest takie oczywiste - bo owszem, można niby argumentować, że dobro samo w sobie nie potrzebuje zła, by istnieć, ale my – jako ludzie – potrzebujemy kontrastu, by je dostrzec i generalnie potrzebujemy kontrastów/przeciwstawnych sił/wyborów/dialektyki, żeby funkcjonować, rozwijać się i żyć. Gdyby nigdy nie było cierpienia, nikt nie wiedziałby czym jest szczęście i że to właśnie jest szczęście. Gdyby nie było chorób, nikt nie dbałby o zdrowie. Gdyby nikt nigdy nie kłamał, nie istniałoby pojęcie "prawdy".
No tak, ale mówisz tutaj przecież o pojęciach, czyli reprezentacji zjawisk w ludzkich głowach, a nie o samych zjawiskach. Istnieją kultury, w których nie istnieje pojecie
czasu - no nie wpadli na to, widać takie pojęcie nie było im do niczego potrzebne - ale przecież nie zmienia to faktu, że funkcjonują w czasie tak samo jak my. Żeby powiedzieć prawdę nie potrzebujesz ani kłamstwa, ani nawet samego pojęcia "prawdy".
raymoont pisze: 11 mies. temu
Białe tylko dlatego jest białe - że jest na przeciwległym biegunie względem koloru czarnego.
Nie no, białe jest białe, bo prawie całe spektrum światła odbija, a czarne jest czarne, bo prawie wszystko pochłania. Gdyby jedno z tych zjawisk nie zachodziło, nie miałoby to żadnego wpływu na drugie. Po prostu nie wpadlibyśmy na pomysł'stawiania ich w opozycji.
raymoont pisze: 11 mies. temu
Czyli jeśli ukrywasz np. w domu Żyda, zapuka do Ciebie SS i zapyta, czy go ukrywasz, a Ty powiesz że nie - to z automatu zgrzeszyłeś. To i wiele innych absurdów dobitnie pokazuje, że te wszystkie (przede wszystkim chrześcijańskie/katolickie) koncepcje "zła" i "dobra" są kulawe i są jedynie uproszczeniami (i to dużymi).
Wiesz co,to jest rzecz ciekawa, bo widziałem katolicką interpretację dokładnie tej sytuacji i była ona taka, że owszem, takie kłamstwo to zawsze grzech, ale obciąża on sumienie nie tego, kto je wypowiada, tylko tego, kto go do tego zmusił, czyli w tym wypadku ludzi z SS.
raymoont pisze: 11 mies. temu
No i w pełni się zgadzam ze zdaniem, że "DsO jest zajebiste i ma więcej sensu niż chrześcijaństwo".
TITELITURY pisze: 11 mies. temu
A gdzieś tak od "Drought" nie śledzę w ogóle kariery zespołu. Jakoś mi spowszedniało. Miło jednak, że kapela wywołuje dyskusje teolologiczno - filozoficzne. Masaż mózgu zawsze spoko.
A warto, zwłaszcza, że nie ciągnęli ciągle tego samego w nowych odsłonach. Zwłaszcza takie "The Furnaces of Palingenesia" powinno Cię zainteresować, jako nieprawdopodobnie metodyczna eksploracja podniesionego do rangi metafizyki ultratotalitaryzmu. Po mojemu jest to całościowo jedno z najbardziej wstrząsających (emocjonalnie, moralnie, konceptualnie) dzieł w całym metalu czy nawet muzyce rockowej w ogóle. Plus muzycznie jest to sztos nieprawdopodobny - godzien uwagi tym bardziej, że zostało to nagrane na setkę.