Odniosę się do tych zmian stylu w swoim marudzeniu o nowej płycie. Miało być do dupy, tak? Klątwa Napalm Records, co? Będą spojlery, jak to mówią.
Po pierwsze - wydanie. W tym CD za 38 zł jest spora książeczka, piękne grafiki, teksty, fotografie. To ma grubo ponad 20 stron. Super papier. TAKIE ŁADNE, BOGATE wydanie płyty w cenie 38 zł to... nie wiedziałem, że tak jeszcze można. Szacunek dla Napalm Records. Szacun dla Daniego, jeżeli miał coś do gadania. On gardzi streamem i kocha fizyczne wydania. Chociaż to pewnie Napalm Records.
Ale nie chcę pisać o talerzu, a o tym, co można na nim skonsumować. Uzewnętrznię się. Ten album pozamiatał mną emocjonalnie i muszę przyznać, że nie byłem na to gotowy. Człowiek ma swój wiek, jakąś powagę, a tu zasłuchuję się śledząc tekst z książeczką w drżącej łapie jak nastolatek.
To jest bardzo dobra płyta tak po prostu. Lubisz heavy? Znajdziesz tu sporo dla siebie. Lubisz gotycki klimat? Witaj w domu! Lubisz black w bardziej przystępnej odmianie? Coś się znajdzie. Szukasz blacku, który bierze za mordę i wali po ryju? To spierdalaj, bo to jest dobry pub, a nie melina, w której kibel jest niepotrzebny, bo leje się pod ścianą. Jak ktoś jest purystą i chce czystej formy black/gotyk itd. to oczywiście będzie hejtował, ale tu są po prostu świetne piosenki będące specyficzną miksturą ich stylu.
Jako całość płyta bardziej mi się podoba niż poprzednia. Jest bardziej zwarta, lepiej wszystko do siebie pasuje, pomimo całkiem niezłego zróżnicowania.
Mówienie, czy to jest płyta lepsza/gorsza w moim przypadku nie działa, bo zazwyczaj najnowsza rządzi na starcie. Jednak ze względu na treść, emocje, wspomnianą zwartość formy jestem sobie w stanie wyobrazić scenariusz, w którym twierdzę za jakiś czas, że to nie jest ich najlepsza płyta, ale, że jest moją ulubioną.
Wejście w płytę bardzo mi się podoba. Nie ma intro, ale jednak jest - takie krótkie... Zresztą ten kawałek jest znany. Czy na koncercie to wystarczy do wyjścia zespołu? Nie. To co, "Ave Satani" na intrze?

W każdym razie dobrze, że "To Live Delisiousy" będzie - tak zakładam - otwierało koncerty, co ma też swoją wymowę patrząc na tekst.
"Demagoguery" - refren! A jeszcze lepszy jest w "Trinity Of Shadows". Pierwszy z nich ma coś z Paradise Lost, ale tylko "coś". Drugi ma melodie, które uwielbiam. Solówki! Harmonie! Na całej płycie zresztą Ashok i Donny są znakomici. Jak ktoś lubi Iron Maiden i Judas Priest, a ja lubię, to będzie zadowolony i odnajdzie inspiracje. A że sola są passe... Cradle to tradycyjny zespół i ma solówki, o!
"Non Omnias Moriar" to lepsza wersja "Dyskursu człowieka z jego duszą". Dlaczego to nie jest singiel - nie wiem. Czy Cradle są takim zakładnikiem formuły flaków i juchy na ekranie, że nie można zrobić takiego singla?

Tekst, partia Zoe - istna magia. Jeju, Marek, ta Twoja kobieta to umie poruszyć serce!

Cradle 25 lat temu by tego nie nagrali, ale to nie jest rok 2000, a my - na czele z Danim - mamy młodość dawno za sobą. Inne emocje, inne myśli. Fajnie tak dorosnąć i starzeć się z zespołem.
"Jesteś moim Nautilusem" mnie zaskoczył. Po opisach myślałem, że to będzie coś innego, a jest to... Iron Maiden na sterydach i w mrocznej odsłonie.
FATES BOW BEFORE ME!!! Jeju, jakie to jest dobre!!! Tylko to przejście do "Malignant Perfection"... no nie wiem. Może się czepiam. A może to winyl robi swoje i na CD tego nie odczuję. Samo znane już "Malignant Perfection" uwielbiam, to co będę klawiaturę marnował. Podobnie jak "White Hellebore", który także tutaj jest świetny, ale jakoś w znakomitym towarzystwie mniej błyszczy.
"Ex Sanguine Draculae", ho, ho! To jest
TO Cradle Of Filth, co kiedyś, wampiry wciąż mają ostre zęby... ale tak nie brzmią. Mam wrażenie, że to jest właśnie kwestia "ducha czasów". Gdyby ten utwór nagrali podczas sesji "Dusk..." z Kitem Woolvenem za konsoletą to byłby klasyk. A tak, to brzmi jak jak Cradle z czasów Nuclear Blast. To nie jest zarzut. Tak po prostu jest. Bardzo dobra piosenka. Aha, jest tu moment z basem!
Ostatni na płycie utwór wyrywa do przodu jak spłoszone konie. Fajne zakończenie płyty. Chociaż "Us, Dark, Invincible" lepsze (nie jako utwór, ale jako zakończenie). Ta poetyka Daniego. Taaaki tam soundtrack do czasów końca.
Kończę pisać, pies na spacer i lecę kolejną rundę.
Long live The Filth!