



Thorgal pisze: 10 mies. temu Koncert jest w Hali Orbita czyli szykuje się duży gig.
Byłem tam tylko raz na koncercie i nagłośnienie było ok.
Sam Satyricon widziałem raz, też we Wrocławiu, na trasie promującej Now, Diabolical (który album uważa nota bene za bardzo udany, pomimo, że to już nie bm a b'n'r). To był koncert klubowy i fajnie grali choć Satyr nic nie grał na wiośle. Pamiętam też śmieszne odrosty Frosta, z których się nabijaliśmy jak wcześniej podpisywali płyty w Empiku.
Z koncertem w Orbicie mam tylko problem terminu bo ten 25 kwietnia jest zaraz przed moim wyjazdem w góry a i Primodial gra tego dnia w Krakowie.
Dzięki za info.
Powtórzę się,: tak, to bardzo dobra płyta. W dążeniu Satyra do przebojowości to był jego prime. Zwłaszcza "K.I.NG" oraz wspomniane "To the Mountains". Oczywiście nie jest to poziom Rebel Extravaganza ale jest to jednen z moich ulubionych albumów tego duetu. Szkoda tylko, że za placki trzeba by wybulić ok. 250 euro.Wędrowycz pisze: 9 mies. temu "Now Diabolical" właśnie poleciało po dłuższej przerwie i muszę nieco zrewidować swoje odczucia. To faktycznie zajebisty album, gdyby nie kilka momentów psujących odbiór. Brzmienie ma dość masywne i najlepiej wypada w tych bardziej wolnych i klimatycznych fragmentach, z rewelacyjnym "To the Mountains" na czele. Zapodam sobie jeszcze jedną rundkę.
Jeszcze dorzucam tytułowy "Now, Diabolical", który na koncercie mnie zmiótł z planszy. Jechałem wtedy z nadzieją, że będzie jak najwięcej z pierwszych trzech płyt, a wybawiłem się świetnie przy tych "nowszych" utworach. No i dla mnie The Age of Nero jest na równi z Now, Diabolical, jeśli chodzi o poziom fajności. Ten moment z teledysku do Black Crow on the Tombstone, gdy Satyr ściąga okulary z miną jak kot srający na pustyni, to współczesny kult absolutny. Satyricon bardzo lubię również. Taki bardziej klimatyczny i wyważony album. Mniej hiciarski (chociaż przecież są Nekrohaven czy Phoenix), a bardziej klimatycznonostalgiczny właśnie w takim ciepłym brzmieniu. Dobrze mi po premierze ta płyta robiła, choć pamiętam, że sporo narzekań było. Tę ostatnią może z raz słyszałem i się wynudziłem przy tamtym odsłuchu, co spowodowało, że już nigdy jej nie włączyłem. Może kiedyś spróbuję raz jeszcze. Przy tym wszystkim nie ukrywam, że obecnie rzadko Satyricon słucham. W gimnazjum i liceum znacznie częściej leciało.Thorgal pisze: 9 mies. temu Powtórzę się,: tak, to bardzo dobra płyta. W dążeniu Satyra do przebojowości to był jego prime. Zwłaszcza "K.I.NG" oraz wspomniane "To the Mountains". Oczywiście nie jest to poziom Rebel Extravaganza ale jest to jednen z moich ulubionych albumów tego duetu. Szkoda tylko, że za placki trzeba by wybulić ok. 250 euro.
Akurat "K.I.N.G" to jeden z tych słabszych momentów na albumie, choć chwytliwy jest. Finalnie "Now, Diabolical" podskoczył w ocenie i obecnie album jest bdb, choć do topki dalej brakuje moim zdaniem.Thorgal pisze: 9 mies. temu Powtórzę się,: tak, to bardzo dobra płyta. W dążeniu Satyra do przebojowości to był jego prime. Zwłaszcza "K.I.NG" oraz wspomniane "To the Mountains". Oczywiście nie jest to poziom Rebel Extravaganza ale jest to jednen z moich ulubionych albumów tego duetu. Szkoda tylko, że za placki trzeba by wybulić ok. 250 euro.
Sprzeczność? Lepiej = tak jak pierwotnie zostały nagrane, bez upiększania/odświeżania nowymi technologiami itd..Zsamot pisze: 9 mies. temu Mała sprzeczność:
- przecież w tym gatunku nie chodzi o czystsze i selektywne brzmienie
- naprawdę brzmią one lepiej od remasterów
O widzisz...tego fragmentu faktycznie brakowało, bo jest charakterystyczny. Czekałem na niego i się nie doczekałem. Ja mam też pierwsze 3 albumy w wydaniach klasycznych i do nich przywykłem. Mimo wszystko jednak "Nemesis..." mi w nowszej wersji też siadło. Teraz będę jeszcze sprawdzał na nowo remastery "Rebel Extravaganza" a potem "Dark Medieval Times" i "The Shadowthrone".brzask pisze: 9 mies. temu W bm niestety z reguły remastered równą się wielkie g. bo przecież w tym gatunku nie chodzi o czystrze i selektywne brzmienie?...a jeśli do tego dochodzi jeszcze kombinowanie i zmiany, tak jak na Nemesis Divina wycięli zupełnie fragment z dźwiękiem żelastwa, to ja nie mam pytań, fuckoff and die!!
Pierwsze trzy S. mam cd Moonfog i naprawdę brzmią one lepiej od remasterów, z których włączałem sobie też pojedyncze numery.
Oj, zdarzało się. I to pod sztandarem szacunku do czytelników (bo autor nagle skumał, że wcześniejsze zakończenie było nielogiczne / chujowe).Hajasz pisze: 9 mies. temu Szkoda, że nikomu nie przyszło wznawiać książki z inną fabułą, rozpoczęciem, zakończeniem.
Ja oprócz innych niż oryginalne okładek bardzo nie lubię też np zmieniania kolejności utworów (bardziej) czy dodawania jakichś bonusów w stylu kawałki live, kawałki z demo itp (mniej). Ten drugi aspekt jestem w stanie przełknąć, jak np płyta, którą bardzo lubię wychodzi na placku z oryginalną okładką lub po raz pierwszy i dodatki ma np na osobnej stronie jednego z placków (Derketa, Mystic Charm).
No, moim zdaniem jeżeli chodzi o black metal i winyle to niewiele rzeczy tak mocno odcisnęło piętno na jednym i drugim, jak te właśnie śmiesznie wyglądające blackmetalowe winyle z drugiej połowy lat 90 wydawane albo ze śmiesznymi okładkami, albo w przezroczystej folii picture diski, bo tak było po taniości i z tego, co kiedyś czytałem, to one w znacznej mierze się wtedy przyłożyły do tego, że tłocznie w Europie nie zamknęły się wszystkie, tylko prawie wszystkie. Dla mnie to taka nostalgia za czasami, których nie pamiętam, bo te winyle dopiero kilka lat później widziałem na metal archives i mnie zawsze te brzydactwa intrygowały. Dziś uważam, że ta okładka z cd Rebel Extravaganza lepsza perfumeria, a to niebieskie kuriozum to jest kurwa black metal i wojna.DiabelskiDom pisze: 9 mies. temu
Czy lepsze świadectwo czasów to nie byłbym taki pewny, bo tak to mamy z jednej strony stawianie CD jako wzorzec a z drugiej napinkę nad elitarnością nielicznych winylarzy z tamtych czasów. Żaden radykalizm nie jest dobry, dlatego najzdrowsze jest po prostu wybieranie opcji z najmniejszą liczbą ustępstw względem jakichś tam sobie narzuconych założeń (o których pisałem wyżej - bonusy, kolejność, okładki).
To jest totalnie z dupy interpretacja i tworzenie faktów z nieistniejących danych. Normą jest w necie, że data jest podawana przy jednym wydaniu i olewana przy reszcie kolorków, kasetek itp. Na discogs wydanie CD Moonfog też nie ma daty dziennej i można jedynie przypuszczać, że płyta wyszła tego samego dnia w Norwegii i Niemczech i równolegle z cedekami winyl z inną okładką dla największych maniax (może je wysłali dwa dni wcześniej, może tydzień później, ale to nic nie zmienia).DiabelskiDom pisze: 9 mies. temu Co do kwestii która jest oryginalna, to się powtórzę - jeśli mówimy tu o Satyricon ( i o wielu innych zespołach także), to jednak konkretny dzień premiery przy CD i nieokreślony (sam rok) przy winylu świadczy o tym, że jednak tutaj winyl był dodatkową wersją, a nie równorzędną, bo jakby był równorzędną, to by miał, wg mnie, tę samą datę, co CD.
Z Maciejuszem się nigdy nie zgadzam ale chyba nadszedł ten pierwszy raz bo też uważam, że okładka czarnucha jest lepsza niż ta z cd.
No właśnie, możemy przypuszczać, więc tak naprawdę każda teoria będzie interpretacją, bo żelaznych faktów nie ma na to żadnych. Ja także nie mam żadnej pewności, natomiast myślę, że moja ma dosyć logiczne podstawy. No i ten "elitaryzm" tamtych winylowych wydań też ją popiera, bo przecież gawiedź i pospólstwo miało na śmiesznym kompakciku 6.09.1999 a my, maniacy, mamy specjalną, inną wersję, na innym nośniku, w innej formie, dodatkową, odróżniającą nas od tej masy cedekarzy szóstowrześniowychyog pisze: 9 mies. temu To jest totalnie z dupy interpretacja i tworzenie faktów z nieistniejących danych. Normą jest w necie, że data jest podawana przy jednym wydaniu i olewana przy reszcie kolorków, kasetek itp. Na discogs wydanie CD Moonfog też nie ma daty dziennej i można jedynie przypuszczać, że płyta wyszła tego samego dnia w Norwegii i Niemczech i równolegle z cedekami winyl z inną okładką dla największych maniax (może je wysłali dwa dni wcześniej, może tydzień później, ale to nic nie zmienia).
"Now, Diabolical" też powinienem był wymienić, nie wiem czemu przeoczyłem.Blind pisze: 9 mies. temuJeszcze dorzucam tytułowy "Now, Diabolical", który na koncercie mnie zmiótł z planszy. Jechałem wtedy z nadzieją, że będzie jak najwięcej z pierwszych trzech płyt, a wybawiłem się świetnie przy tych "nowszych" utworach.Thorgal pisze: 9 mies. temu Powtórzę się,: tak, to bardzo dobra płyta. W dążeniu Satyra do przebojowości to był jego prime. Zwłaszcza "K.I.NG" oraz wspomniane "To the Mountains". Oczywiście nie jest to poziom Rebel Extravaganza ale jest to jednen z moich ulubionych albumów tego duetu. Szkoda tylko, że za placki trzeba by wybulić ok. 250 euro.
Mnie się "K.I.N.G" podoba właśnie ze względu na tą chwytliwość. Dobrze odzwierciedla to, czym ten album jest bo to już nie BM tylko B'n'R.Wędrowycz pisze: 9 mies. temuAkurat "K.I.N.G" to jeden z tych słabszych momentów na albumie, choć chwytliwy jest. Finalnie "Now, Diabolical" podskoczył w ocenie i obecnie album jest bdb, choć do topki dalej brakuje moim zdaniem.Thorgal pisze: 9 mies. temu Powtórzę się,: tak, to bardzo dobra płyta. W dążeniu Satyra do przebojowości to był jego prime. Zwłaszcza "K.I.NG" oraz wspomniane "To the Mountains". Oczywiście nie jest to poziom Rebel Extravaganza ale jest to jednen z moich ulubionych albumów tego duetu. Szkoda tylko, że za placki trzeba by wybulić ok. 250 euro.
Ja jestem pierdolnięty. Akurat Rebel Extravaganza mam 2 rożne wydania na winylu, ze względu na okładkę. Od zawsze bardzo mi sie podoba sesja zdjęciowa z tego albumu, chciałem to mieć. Ale ja mam te z 2008 i 2019 i ten starszy bardziej mi pasuje brzmieniem.