



Thorgal pisze: rok temu Koncert jest w Hali Orbita czyli szykuje się duży gig.
Byłem tam tylko raz na koncercie i nagłośnienie było ok.
Sam Satyricon widziałem raz, też we Wrocławiu, na trasie promującej Now, Diabolical (który album uważa nota bene za bardzo udany, pomimo, że to już nie bm a b'n'r). To był koncert klubowy i fajnie grali choć Satyr nic nie grał na wiośle. Pamiętam też śmieszne odrosty Frosta, z których się nabijaliśmy jak wcześniej podpisywali płyty w Empiku.
Z koncertem w Orbicie mam tylko problem terminu bo ten 25 kwietnia jest zaraz przed moim wyjazdem w góry a i Primodial gra tego dnia w Krakowie.
Dzięki za info.
Powtórzę się,: tak, to bardzo dobra płyta. W dążeniu Satyra do przebojowości to był jego prime. Zwłaszcza "K.I.NG" oraz wspomniane "To the Mountains". Oczywiście nie jest to poziom Rebel Extravaganza ale jest to jednen z moich ulubionych albumów tego duetu. Szkoda tylko, że za placki trzeba by wybulić ok. 250 euro.Wędrowycz pisze: rok temu "Now Diabolical" właśnie poleciało po dłuższej przerwie i muszę nieco zrewidować swoje odczucia. To faktycznie zajebisty album, gdyby nie kilka momentów psujących odbiór. Brzmienie ma dość masywne i najlepiej wypada w tych bardziej wolnych i klimatycznych fragmentach, z rewelacyjnym "To the Mountains" na czele. Zapodam sobie jeszcze jedną rundkę.
Jeszcze dorzucam tytułowy "Now, Diabolical", który na koncercie mnie zmiótł z planszy. Jechałem wtedy z nadzieją, że będzie jak najwięcej z pierwszych trzech płyt, a wybawiłem się świetnie przy tych "nowszych" utworach. No i dla mnie The Age of Nero jest na równi z Now, Diabolical, jeśli chodzi o poziom fajności. Ten moment z teledysku do Black Crow on the Tombstone, gdy Satyr ściąga okulary z miną jak kot srający na pustyni, to współczesny kult absolutny. Satyricon bardzo lubię również. Taki bardziej klimatyczny i wyważony album. Mniej hiciarski (chociaż przecież są Nekrohaven czy Phoenix), a bardziej klimatycznonostalgiczny właśnie w takim ciepłym brzmieniu. Dobrze mi po premierze ta płyta robiła, choć pamiętam, że sporo narzekań było. Tę ostatnią może z raz słyszałem i się wynudziłem przy tamtym odsłuchu, co spowodowało, że już nigdy jej nie włączyłem. Może kiedyś spróbuję raz jeszcze. Przy tym wszystkim nie ukrywam, że obecnie rzadko Satyricon słucham. W gimnazjum i liceum znacznie częściej leciało.Thorgal pisze: rok temu Powtórzę się,: tak, to bardzo dobra płyta. W dążeniu Satyra do przebojowości to był jego prime. Zwłaszcza "K.I.NG" oraz wspomniane "To the Mountains". Oczywiście nie jest to poziom Rebel Extravaganza ale jest to jednen z moich ulubionych albumów tego duetu. Szkoda tylko, że za placki trzeba by wybulić ok. 250 euro.
Akurat "K.I.N.G" to jeden z tych słabszych momentów na albumie, choć chwytliwy jest. Finalnie "Now, Diabolical" podskoczył w ocenie i obecnie album jest bdb, choć do topki dalej brakuje moim zdaniem.Thorgal pisze: rok temu Powtórzę się,: tak, to bardzo dobra płyta. W dążeniu Satyra do przebojowości to był jego prime. Zwłaszcza "K.I.NG" oraz wspomniane "To the Mountains". Oczywiście nie jest to poziom Rebel Extravaganza ale jest to jednen z moich ulubionych albumów tego duetu. Szkoda tylko, że za placki trzeba by wybulić ok. 250 euro.
Sprzeczność? Lepiej = tak jak pierwotnie zostały nagrane, bez upiększania/odświeżania nowymi technologiami itd..Zsamot pisze: rok temu Mała sprzeczność:
- przecież w tym gatunku nie chodzi o czystsze i selektywne brzmienie
- naprawdę brzmią one lepiej od remasterów
O widzisz...tego fragmentu faktycznie brakowało, bo jest charakterystyczny. Czekałem na niego i się nie doczekałem. Ja mam też pierwsze 3 albumy w wydaniach klasycznych i do nich przywykłem. Mimo wszystko jednak "Nemesis..." mi w nowszej wersji też siadło. Teraz będę jeszcze sprawdzał na nowo remastery "Rebel Extravaganza" a potem "Dark Medieval Times" i "The Shadowthrone".brzask pisze: rok temu W bm niestety z reguły remastered równą się wielkie g. bo przecież w tym gatunku nie chodzi o czystrze i selektywne brzmienie?...a jeśli do tego dochodzi jeszcze kombinowanie i zmiany, tak jak na Nemesis Divina wycięli zupełnie fragment z dźwiękiem żelastwa, to ja nie mam pytań, fuckoff and die!!
Pierwsze trzy S. mam cd Moonfog i naprawdę brzmią one lepiej od remasterów, z których włączałem sobie też pojedyncze numery.
Oj, zdarzało się. I to pod sztandarem szacunku do czytelników (bo autor nagle skumał, że wcześniejsze zakończenie było nielogiczne / chujowe).Hajasz pisze: rok temu Szkoda, że nikomu nie przyszło wznawiać książki z inną fabułą, rozpoczęciem, zakończeniem.
Ja oprócz innych niż oryginalne okładek bardzo nie lubię też np zmieniania kolejności utworów (bardziej) czy dodawania jakichś bonusów w stylu kawałki live, kawałki z demo itp (mniej). Ten drugi aspekt jestem w stanie przełknąć, jak np płyta, którą bardzo lubię wychodzi na placku z oryginalną okładką lub po raz pierwszy i dodatki ma np na osobnej stronie jednego z placków (Derketa, Mystic Charm).