Jeśli ktoś ma wątpliwości, że to troll-prowokator (tudzież faktycznie ktoś, kto włazi na forum wyłącznie pod silnym wpływem), wystarczy jak poczyta jego "prawilne posty" w wątku o BurzumSierra pisze: miesiąc temu A czytałeś jego inne wypowiedzi? Teksty albo trolla, albo prawdziwka. Albo kogoś, kto pisze permanentnie pod wpływej jakich ciężkokalibrowych mózgotrzepów.
Uważam podobnie, dodam że ten upiorny charakter ich muzyki wcale się nie ulotnił, Demon mi się podoba, a taki Black Glass Communion, to jeden z moich ulubionych utworów jakie wyszły pod tą nazwą.porwanie w satanistanie pisze: 2 mies. temu Powiem tak: Mayhem A.D. 2025 brzmi jak kompetentny współczesny zespół black metalowy. Taki bez ambicji grania w awangardzie, po prostu robiący swoje na wysokim poziomie. Czyli w sumie dobre to rzeczy, ale wiadomo, że w zestawieniu z magią nazwy i tak nieuchronnie wybrzmią jak wyraz rozczarowania...
Jak rozumiem Deathcrush to chyba niekoniecznie cenisz za te wspomniane teksty, bo akurat na tej płycie ich poziom bym tak średnio plasował na poziomie wkurwionego 12-latka, który pragnie koniecznie zaszokować babcięsuicidesilence09 pisze: 2 tyg. temu jeśli chodzi o teksty i ogólną koncepcję. Album Deathcrush znajduje się w mojej pierwszej dziesiątce ulubionych metalowych albumów.
Adolf wielbił Wagnera (Parsifala w szczególności, do czego nie lubił się zresztą oficjalnie przyznawać.. bo tam symbolika zbyt mało "germańska"), więc mógłby narzekać na ubogą instrumentację i niewielką ilość zmian tonalnychkataton88 pisze: 2 tyg. temu To niedobrze, bo Hitler też lubił. Ale czy to znaczy, że słuchałby Mayhem? Oto jest pytanie.

Sorki za kontynuację tego offtopa jeszcze, ale swoją drogą jest to trochę zabawne, że zwyrol Adolf, którego umiejętności "malarskie" były właśnie na poziomie 13-latka kopiującego akwarelami Jelenie na rykowisku, który wielbił wysrywy Zieglera, tandetną do cna architekturę, nie kumał modernizmu, ZUPEŁNIE nie skumał Schopenhauera (czytaj: intelektualnie lotny zbytnio nie był), jednocześnie miał...niezły gust muzyczny właśnie. Z ówczesnych mu dyrygentów preferował przecież Furtwanglera (przez co przymykał oko nawet na to, że Furt pomagał żydowskim muzykom) ponad "aryjskiego" przydupasa Karajana (dyrygencka antyteza podejścia Furta). O Kraussie twierdził, że poza Ringiem, reszta jego wykonań to "koronkowe efekciarstwo", pobodbnie jak partytury Straussa. Z dorobku Rysia Wagnera też na piedestale stawiał (co by nie mówić) najtrudniejsze i najbardziej nowatorskie jego dzieło (właśnie Parsifala). Lubił Bartóka (mimo jego jawnych, antynazistowskich poglądów), czyli dla estetyki "zawieszał poglądy ideologiczne"TITELITURY pisze: 2 tyg. temu Chyba analnych. Ktoś o tak wielkim talencie malarskim na pewno słuchałby NSBM i to bynajmniej nie ze względu na światopogląd !
Czasami się zastanawiam co powoduje, że właśnie część "klasyków" tak szybko się starzeje, a "De Mysteriis" ma się tak dobrze dziś... Pisanie, że to była radykalnie szczera płyta to trochę taki farmazon. Sporo przypadku się tu wg mnie na ten fakt złożyło. Hellhammer nie tłucze blastów na autopilocie.. on tutaj serio frazuje i jest to nagrane naturalnie. Werbel suchy, zero halowego pogłosu, stopa słyszalna, ale nie "klikająca". Wokal też nagrany naturalnie, blisko mikrofonu, miksowany bez żadnych "ulepszaczy".. gitary panoramowane szeroko. Brak dziwacznych studyjnych tricków. Żadnych syntezatorów, triggerów, arcymodnych wtedy cyfrowych pogłosów i innego gówna. Minimalizm aranżacyjny. Tego się zwyczajnie słucha dobrze i bez zmęczenia.TITELITURY pisze: 2 tyg. temu Ale wróćmy do naszych baranów. Ostatnio było słuchane Debil Teraz Złom Ananas i co jak co kucyki, ale ten płyt w ogóle się nie zestarzał. W ogóle. Żałuję tylko, że Pluj Pigwę Ochlip nie dożył do tego czasu, bo z jego wokalem, to już byłoby arcydzieło
Myślę, że powodem jest właśnie to co wypisałeś tzn. brak cyfrowych "ulepszaczy". To tak jak z filmami: odpalisz LOTR i do tej pory zachwyca, odpalisz Hobbita i efekty, które kiedyś może robiły "wow" teraz co najwyżej dają "meh". The Thing z '82 swoimi plastycznymi modelami sprawia, że ogląda się to ze znacznie większym niepokojem i trwogą niż część drugą z 2011 gdzie niestety postawiono na CGI.raymoont pisze: 2 tyg. temu Czasami się zastanawiam co powoduje, że właśnie część "klasyków" tak szybko się starzeje, a "De Mysteriis" ma się tak dobrze dziś... Pisanie, że to była radykalnie szczera płyta to trochę taki farmazon. Sporo przypadku się tu wg mnie na ten fakt złożyło. Hellhammer nie tłucze blastów na autopilocie.. on tutaj serio frazuje i jest to nagrane naturalnie. Werbel suchy, zero halowego pogłosu, stopa słyszalna, ale nie "klikająca". Wokal też nagrany naturalnie, blisko mikrofonu, miksowany bez żadnych "ulepszaczy".. gitary panoramowane szeroko. Brak dziwacznych studyjnych tricków. Żadnych syntezatorów, triggerów, arcymodnych wtedy cyfrowych pogłosów i innego gówna. Minimalizm aranżacyjny. Tego się zwyczajnie słucha dobrze i bez zmęczenia.
To już nie jest to, jak miałem 12 lat i byłem w Leipsiś na koncercie z Dedem, to było to.. bo miałem 12 lat.