Wracam z kolejnym postem w stylu, a kogo to obchodzi czym teraz maltretujesz swoje uszy. Głównymi bohaterami posta będą Elektryczni Czarodzieje, ale w zasadzie od kilku dni słucham sobie różnych bardziej ciężkich i wolnych kapel. Jest to jedna z tych które sobie odpalam gdy najdzie mnie na coś z poza ścisłego pojecia ekstremy. Chociaż nie jest to do końca uczciwe zdanie, ponieważ ekstremy mogą być różne. No i tak jak w wypadku EW oni starają się, bądź bardziej starali w przeszłości grać ekstremalnie wolno i ciężko. A to też na uszy co niektórych może być trudne doświadczenie bo wymęczy ich taki lepki od smoły riff ciągnący się pół numeru. Ja jednak mam pewien sentyment do takiego grania, bo pamiętam że za małolata bardzo podobały mi się takie tłuste zagrywki do pomachania banią. Stąd pewnie moje zamiłowanie też do hord typu Hell's Coronation, czy wszelkich wariacji na temat CDG gdzie te średnie i wolne tempa są praktykowane.
I tak leci sobie od kilku dni na zmianę Electric Wizard, Black Tomb czy ojcowie założyciele Black Sabbath i wiele innych których już wszystkich nie będę wymieniał. Wszystko to różni się szczegółami, ale korzeniem jest tempo i odnoszenie się do pewnej wspólnej stylistyki wypracowanej oczywiście przez wymienionych Sabbath'ów.
Oprócz muzyki do której można pomachać głową z poważną miną podoba mi się też ogólny klimat który to tworzy. I nie można tego powiedzieć o wszystkich oczywiście, ale Jus Oborn wspominał w którymś wywiadzie, że całkiem poważnie traktuje okultyzm i praktykowanie magii. Wiem, że dla niektórych dziecinada jednak mam jakieś takie upodobanie w tym kiedy twórca bierze na poważnie to co robi. I nie mogę tego z całą pewnością stwierdzić, ale wydaje mi się że koleś żyje tym i tą estetyką. Taka moja przypadłość, nie lubie czarnoskórych, ale czarnej magii i czarnego metalu nie odmawiam. Właśnie pewnie przez tą szczerość lubię kapele NSBM. Jak to kolega Titek kiedyś wspomniał, a jego zdanie sobie cenię na podstawie tego co czytam. Dzisiejsze społeczeństwo może oswoiło Hollywoodzkiego Diabła, ale jeżeli ktoś traktuje to poważnie to już nie jest to mile widziane tak jak NSBM nie jest mile widziane, ale to już nawet na pełen etat w tym wypadku.
No dobra bo coraz mniej o muzyce, a za dużo o wszystkim dookoła. Bardzo cenię sobie zwlaszcza początek ich dyskografi na czele z CMF i Dopethrone (swoją drogą zawsze zastanawiam się na ile to miała być wariacja na temat Darkthrone). Jednak to co później też kupuje. Może dlatego, że tak jak w BM jest to taka pewna estetyka piwnicy i garażu z wyjebaniem na ładną produkcję bo im więcej pierdzi i im wiecej sprzęgów tym lepiej. Roznica jest taka, że zamiast dymu palonych kościołów czy żymian kadzidło tych grajków jest nabite cannabis i powoduje niezły odlot z obrazami rodem z bad tripa, że wtrącę trochę angielszczyzny. To tyle co chciałem się z Wami podzielić i wystawić na pewien osąd.
Pozdrawiam niezależnie od podzielanej fascynacji czy raczej poczuciu odrazy do takiego grania

Ja tymczasem po powrocie do domu chyba obniżę nieco strój i popykam sobie coś w moim osobistym temperamencie flegmatyka jak główni bohaterowie posta Electric Wizard