Podróże w czasie, ale niekoniecznie w przestrzeni, wszystkie te płyty pochodzą bowiem z tego samego roku oraz rejonu geograficznego.

Tę płytę tworzą dla mnie teksty. Traszyk nie jest tu jakiś zajebisty, ot traszyk z momentami, ale intonacja, energia z jaką drze się wokalista oraz to , co krzyczy, oto co robi moim zdaniem tę płytę i dlaczego tak świetnie się jej słucha. Muzyka jest tu dla mnie jedynie dopełnieniem,nie odwrotnie, jak u prawie wszystkich zespołów.

Mówiło się, że Węgry były najbardziej przypominającym Zachód krajem demoludów ze względu na ich "drogę do socjalizmu" , bardziej nawet, niż reprezentacyjny DDR. Ile w tym prawdy, nie wiem, choć thriller sensacyjny
Sokół oraz to wydawnictwo zdają się sugerować, że dużo.
Anno Domini jest stuprocentową kopią tego, co wówczas grali za Żelazną Kurtyną ( 1989 rok przypominam ). Oczywiście to żaden minus, słucha się Węgrów znakomicie i słusznie ma to status kultu, a kawałek o Elce wyrywa z butów, jednak nie słyszę we wszystkim jakiejś lokalnej oryginalności. To mogli równie dobrze nagrać Szwedzi, Niemcy lub Amerykanie i nikt by się nie skapnął.

No, a to jest płyta, która sprawiłaby, że boksy Torr schodziłyby dziś za 300 Euro, gdyby nagrali ją na Zachodzie i po angielsku, a metalowcy nie byli pedałami. Co prawda wydawnictwo nie pochodzi sprzed upadku komunizmu, ale są na nim kawałki z tamtego okresu, więc można powiedzieć, że muzyka jest z tego samego roku, co powyższe płyty. No i co tu dużo gadać. To, co najlepsze z black / thrashu zostało zawarte na tej płycie. Słucha mi się tego zajebiście i cóż... mając świadomość, że nie byłobybtej muzyki bez teutońskiego trashu, uważam jednocześnie, że uczniowie przerośli mistrzów, a przynajmniej im dorównali.