Klimatu i świetnych kawałków z "Arches of Entropy" już nic raczej nie przebije, ale w dalszym ciągu słucha mi się ich wszystkich płyt doskonale. Czekam na nową płytę.
Vortex4 lata temu
Tormentor
Posty: 3578
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: Strzałkowo
Vortex
Tymczasem pięknie mi na banie siadł"The Doom Skeptron".
Najlepszy klimat ma pierwsza płyta, bo jest najbardziej obskurna i toporna. Na późniejszych materiałach jest coraz bardziej transowo, ale mniej ciężko, choć dalej jest to świetna muzyka z fenomenalnym klimatem.
yog4 lata temu
Tormentor
Posty: 18421
Rejestracja:9 lat temu
yog
Album jest:
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Nie podobała mi się ich poprzednia płyta toteż z rezerwą i niechętnie podchodziłem do nówki. Muszę jednak stwierdzić iż jestem pozytywnie zaskoczony.
Ma płyta "to coś", specyficzny, niepokojący klimat, a przy tym festiwal riffów i świetne wokalizy.
Będę regularnie powtarzał, bo tak wwierca się w głowę "Unveil In the Abyss".
yog pisze: 7 lat temu
Uważanie Seasons in the Abyss za lepszą od South of Heaven istotnie nie da się wytłumaczyć inaczej, niż kindermetalstwem
No kiedy towarzysz @kurz taki zajarany nowym Desecresy to ja mówię sprawdzam i po cichu liczę, że coś się musiało wydarzyć złego. No i wydarzyło się bo nowe Desecresy ponownie rozpierdala i ponownie za całość odpowiada jeden facio. Mega klimatyczny decior z otchłani i czeluści popierdala po truchłach wszelakiej maści siurów i miażdży ich totalnie. Ten growl, te gitary, sekcja. Kręcenie wora lepsze niż w kultowej Samowolce. Radzę się potencjalnym słuchaczom doomików, stonerków i klaskania w ręce mooooooocno zastanowić czy posłuchać tej płyty bo szlag na japę poleci już po pierwszym riffie a kolejne będą spadać niczym grom z ciemnego piekła. Wszystkie tracki to małe kloce bo każdy trwa ponad 5 min ale nie uświadczymy tu grania bez endu jednego motywu czy wciskania niczym suchy palec w jeszcze bardziej suche krocze nastolatki, która chciałaby a boi się. Tutaj atmosfera jest gęsta niczym czekoladowy budyń z niemieckiego marketu. Tak właśnie powinien grać death metal niosący zagładę w postaci klimatu otchłani i mrocznych czeluści czerni.
Zajebisty jest ten kapel. Nie na każdej płycie, ale na większości. Wiercący, gęsty jak skurwysyn, wibrujący i psychodeliczny metal śmierci. Co najważniejsze - pozbawiony obertasów i brania penisa do dzioba. The Doom Skeptron i Stoic Death wydają mi się najlepsze, zwłaszcza ta druga, bo za każdym razem jak ją odpalam, to micha mi się cieszy od tego wejścia gniotącego riffu. Generalnie to od jakiegoś czasu napierdalam ten zespół regularnie i za każdym razem jestem pod niemałym wrażeniem tego, jak w młóckę, gęstą i niepokojącą można wpleść psychodeliczną jazdę bez trzymanki, która objawia się w efektach, klawiszach i innych pierdołach, a która ani odrobinę nie zwalnia pędu śmierci i ostatecznie mamy, tak jak napisałem wcześniej, gęsty, miażdżący i zakręcony metal of def, czyli taki, jaki ta muzyka powinna mieć w każdym przypadku wypuszczenia na światło dzienne. Bez radości, bez zabawy, jedynie kosmiczna próżnia i absolutna kompresja wesołości.
Ósmy album zatytułowany „Deserted Realms” ukaże się 26 września nakładem XTREEM MUSIC. Tracklista:
1. Approaching Sound
2. Spirits at the Cursed Ruins
3. Dark Chambers
4. Green Monolith
5. From Beneath the Horizon
6. The Cosmic Crypt
7. Shroud of Mist
8. Deserted Worlds
Ostatnia płyta bardzo mi się podobała, więc czekam. Tym bardziej, że udostępniony kawałek faktycznie zachęca do wyczekiwania.
Ryszard pisze: 7 lat temu
Trochę za dużo wina, przystojny kolega w koszulce Dissection, At the Gates z dyktafonu... I zaraz pedałują się tekie satany w parku na ławce, za ręce się trzymają... Teczowy Black Metal hahahaha
Chchętedresy - wokalnie kolo próbuje brzmieć jak Willetts, ale chyba mu jeszcze jaja nie wypadły do worka mosznowego. Ogółem strasznie nudne granie - każdy utwór na tym samym patencie. Pierwsze dwa albumy to nuda totalna, zaś reszta materiałów jest nawet dosyć oryginalna, nie są to jednak zbyt dobre pomysły.
"Jeżeli black metalowcy są ludźmi, to karaluchy również nimi są"
Baczność pizdeusze. Zapamiętać mi tę datę. 21 maj to dzień premiery nowego longa zespołu The Secret of Death.
01. Gorge of the Dead
02. It Appears in a Dream
03. By the Slowing Vortex of Time
04. Crypthymn
05. Ancient Timbre of Demise
06. Rotting Ghouls
07. Summoned With Necrolunar Telepathy
08. Vanishing Existence
Świetny ten pierwszy udostępniony kawałek. Pod tym szyldem nigdy jeszcze nie wyszła kiepska płyta. Death Line 6 Über Metal!!! Tylko okładki Tommi wybiera coraz brzydsze.
Mi się ta okładka właśnie zajebiście podoba i chyba sobie kliknę w całość, kiedy już wyjdzie.
Średnio Desecresy znam, ale sporadycznie do Stoic Death wracam. W całym tym old schoolu jest to mimo wszystko oryginalne granie za sprawą brzmienia, ale żeby tak regularnie słuchać i koniecznie chcieć się wgłębiać w dyskografię to nie.
yog pisze: 4 lata temu
polerowanie niemca to kwestia zdrowotna!
TITELITURY pisze: 4 mies. temu Na złość rodzicom dam dupy koledze z brokułem na głowie !
@Blinddziu, ale ja też jakoś specjalnie często nie słucham, ale jak już odpalę i zaskoczy to potrafię przez dwa a albo trzy dni męczyć wszystkie płyty. Klimat i brzmienie gitar nie do podrobienia. Tylko pierwszy pełniak mocniej odstaje od innych, ale słucha się tego tak samo doskonale. A może nawet lepiej...
Mam wrażenie, że Desecresy czyta cały czas opinie swoich fanów i tym samym doskonale stawia kolejny krok w swojej dyskografii. Pierwsze co rzuca się w ucho podczas odsłuchu "The Secret of Death" to schowane z tyłu tytanicznie ciężkie wokale. Pełna świadomość tego zabiegu powoduję, że ich grobowa muza staję się jeszcze bardziej odhumanizowana, głęboka i śmiercionośna. Muzycznie jest to dokładnie to samo co było już wcześniej, ale w dobrych kapelach (a taką Desecresy jest) jest umiejętność dodawania smaczków które, tylko potęgują oręż którym od lat już kładą kolejne zastępy metalowych głów. Desecresy jest perfidne, ciężkie brnące przed siebie nie zważając na to jest pod ich stopami. Jadąc tym walcem po raz kolejny uświadomili mi piękno prostego, acz bardzo wartościowego grania.
Bardzo dobra ta nowa płyta - Tommi kolejny raz udowodnił, że zna się na rzeczy i nagrał kolejny dobry płyt w tym niepowtarzalnym i jedynym w swoim rodzaju stylu. Zdecydowanie będzie słuchane!
Vortex pisze: 2 mies. temu
Desecresy jest perfidne, ciężkie brnące przed siebie nie zważając na to jest pod ich stopami. Jadąc tym walcem po raz kolejny uświadomili mi piękno prostego, acz bardzo wartościowego grania.
Wszystko się zgadza, ale Desecresy już od wielu lat jest projektem jednoosobowym.
Tommi pozbył się wokalisty po czterech pełniakach i od tego czasu wszystko robi sam, ale to w sumie szczegół, bo i tak instrumenty nagrywał zawsze sam.
Bardzo lubię wszystkie pełniaki za ten niesamowity i oryginalny klimat, charakterystyczne riffy i brzmienie gitar - od razu słychać kto gra. Pierwszy pełniak się wyróżnia pod względem podejścia do riffów i brzmienia, które jest bardziej surowe i prymitywne, ale to też ma swój urok.
Płyt nr 3 dzisiaj na wertepach to nowe Desecresy. Zajechałem sobie do Kopic nad stawek i ruiny pałacu (w końcu ktoś to odnawia) i na kocyku elo piknik przed powrotem. Gdy ktoś się mnie pyta o zespół od 2010, który nie grał słabej płyty to jest to "chyba" tylko Desecresy!!!
Tyle płyt na koncie i zawsze cios za ciosem. Tym razem to samo. Nowy album, rozbudowane kompozycje, które gra jeden ludek i miazga totalna.
Tak ja wiem, że tutaj wszystko się buja na średnio wolnych tempach i jest łatwiej ale znam mnóstwo płyt, które w tym stylu zanudzają już po 10-ciu minutach. W Desecresy jest ten pierwiastek, który sprawia, że wsiąkasz coraz głębiej i głębiej. Desecresy gra magiczny det metal a każdy kawałek to swoiste zaklęcie, które musisz posłuchać do końca i postarać się zapamiętać. To także jeden z niewielu "nowych" zespołów, które jak mam fazę to wyciągam wszystkie płyty i lecą od pierwszej do ostatniej i chociaż bardzo boli to Wacław przez ten czas grzmi na potęgę.
Sprawa okładek w ich przypadku ma się u mnie tak samo jak z okładkami At The Gates, uwielbiam za ten kolorystyczny minimalizm i niewielką ilość szczegółów. W zasadzie Desecresy bawi się jednym wzorem okładki tylko przedstawia go w innym kolorze lub z innego ujęcia. Ktoś powie też mi sztuka co okładka to czaszeczka. No właśnie co okładka to czaszeczka ale ta czaszeczka mimo, że oklepana przez tysiące zespołów KIERWA zawsze się sprawdza. Sprawdza się diabeł, sprawdza się cross to dlaczego nie pierdolona czaszeczka. Chętnie bym się podelektował muzą Desecresy na jakimś koncercie.
Na powrót już mi się nie chciało niczego wrzucać więc leciało sobie nowe Desecresy a ja założyłem czarne okulary na rower i jadąc przez las delektowałem się magicznym detem i kiedy wjechałem już w tereny zabudowane to miałem wrażenie, że przez okulary mam widok jak z filmu They Live z 1988 kiedy główny bohater ginie ale zanim to się stanie pokazuje znak pokoju.