Całkowicie się z Tobą zgadzam. Nawiązując do klasyka: to kwestia smaku...
Ale to niestety typowe dla ludzi, którzy nie doceniają życia, stosownych momentów, tylko żyją jakimś mirażem.
Czasem może i miałbym ochotę pomyśleć- a dam mu szansę- ale zaraz potem jest refleksja - nie, szkoda czasu tracić czas na muzykę kogoś, kogo nie lubię, nie mam z tym żadnego pozytywu.
Jeżeli chodzi o mnie, to pan Luczyk może odnieść i nawet sukces, za granicą, czy w Alfa Centauri, dla mnie zachował się jak cham wobec kogoś, z kim żył, dzięki komu "coś" tam zawdzięcza. I tyle.
A muzyka, dla mnie, musi mieć emocje. Pozytywne, nawet jeśli przekornie, wywołuje odmienne stany.

Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.