Obawiam się, że jestem pierdolnięty na punkcie tego pana. A najlepsze, że pierwszym, co od niego świadomie usłyszałem, było parę puszczonych w radio fragmentów "Interstellar space", czyli jednej z jego najbardziej radykalnych sesji. Trochę się później zdziwiłem, gdy kolega, który wcześniej przegrał mi "Kind of blue" uświadomił mi, że tam też gra ten Coltrane.
Łykam chyba wszystkie okresy jego twórczości, chociaż nie da się ukryć, że w późnym zdarzało mu się, szczególnie w wykonaniach koncertowych, zakałapućkać i odgrywać długie chorusy prowadzących na manowce poszukiwań, co sam zresztą przyznawał. Swoją drogą, jeśli już przy tym jesteśmy - mocno polecam zbierającą wszystkie wywiady z nimi książkę, która bodaj dwa lata temu wyszła po polsku.
porwanie w satanistanie pisze: 5 lat temu
"Interstellar space", czyli jednej z jego najbardziej radykalnych sesji.
Faktycznie jest w niej sporo szaleństwa, ale o dziwo tez sporo harmonii. Bardzo dobrze się tego słucha.
Jednak takie Meditations, czy Expression to są naprawdę ciężkie do przejścia. Muszę mieć naprawdę dziwny, potępiony nastrój, żeby tego posłuchać. Z kolei sesje z Hartmanem do mnie nie przemawiają. Najbardziej lubię taki powiedzmy jego okres poszukiwań, który zaowocował jakże wspaniałą A Love Supreme. Jest w tej muzyce coś takiego co chwyta za serce.
No nie wiem, dla mnie Expression to jedna z najlepszych rzeczy od niego, piękne są tam te fragmenty z fletem. No, ale ja lubię też "Olatunji Concert", który momentami brzmi, jakby to grało wczesne Sonic Youth
pit pisze: 5 lat temu
Od Ascension wolę jednak "duchowe" albumy Alberta Aylera.
Podobno po nagraniu Ascension Coltrane zadzwonił do Aylera i z wielkim entuzjazmem oznajmił, że grał teraz jak on. Na co Ayler, że nadal gra po swojemu, tylko czuje to co on.
Chciałem się tylko pochwalić, bo wcześniej zapomniałem, że jakieś dwa czy trzy tygodnie temu kupiłem sobie w Biedronce tego nowego Coltrane'a, czyli "Blue World".
Piękne granie, a napis "Polska Cena" z początku odrzucał, ale w sumie jest dyskretny, a poligrafia jest pełna, no i jewel, a wydanie nie-polskie chyba tylko jako digi chodziło, więc propsy dla Universalu i Biedronki za krzewienie kultury
Pan Efilnikufesin pisze: 5 lat temu
Ja wczoraj kupilem takiego wariata.I kurwa wyskoczylem z papci!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Mam wrażenie ze zadowolony z zakupu jesteś)). Ja Giant mam Japończyka z 70-ych i nie powiem tez jest dobrze)).
Mam zamiar zapolować na Ptaha żonki Trane’a. Wydaje mi się kontynuacja drogi jaka on szedł.
Pan Efilnikufesin pisze: 5 lat temu
W sumie to poszedlem do smierdzacego centrum stolycy po prezent slubny a wyszlo jak wyszlo.....................................
Cóż; klasyczna męska szowinistyczna świnia.
W zasadzie to gościu definiował to jak brzmi teraz to co słuchacze uznają za jazz.
Blue Train to nie jest mój ulubiony album koltrejna, ale świetnie brzmi do robienia niedzielnych naleśników. Japończycy w latach 70-ych potrafili w winyle.
Porządne wykopaliska od Johna (plus Eric Dolphy!) zawsze mile widziane. Bardzo fajny koncert.
Z mojego ulubionego okresu Coltrane’a, gdy zaczynał bawić się we Free Jazz, ale jeszcze nie był tak radykalny.
...a i tak ostatnio słucham głównie albumów, których nie mam i raczej szybko się nie dorobię - podwójnego Live In Seattle (właśnie leci), Offering: Live At Temple University, poczwórnego Live In Japan... jest to dla mnie nadmuzyka. Nie wiem, czy to dobrze, ale właśnie takie dźwięki mnie odprężają, zawieszają mi czas i jakoś wewnętrznie organicznie współbrzmią, w ogóle chyba żadna muzyka inna niż akustyczne free aż tak wielostronnie mnie nie stymuluje. Uzależniłem się, nie ma to tamto. Co zresztą wszystkim polecam.
Ładny zbiór! Ja na winylach mam z połowę tego, no może 5/9, ale za to z epoki i sporo z tego Japończyków. Widziałem jakiś czas temu na alegroszu wydanie japońskie z epoki OM, za jakieś cztery stówki, ale się nie zdecydowalem. Ogólnie płytka psychodeliczna i natchniona, czasami lubię zryć sobie nią czachę.
Om potężny strzał (szkoda, że mnie nie stać, żeby się w jakieś CD zaopatrzyć), ale w sumie z tego okresu co nagranie, to sztos. Bardzo ubolewam, że ten ostatni okres Coltrejna został udokumentowany nagraniami w stopniu tak znikomym, a część z nich jakościowo pozostawia wiele do życzenia, np. koncertówka Offering, gdzie mało co poza samym Coltrejnem słychać....