Za to z hardcorka leciały u mnie dziś te 2
bardziej crosoverove Cro-Magsi kryminalnie niedoceniany (zapomniany ?) Leeway.
bardziej crosoverove Cro-Magsi kryminalnie niedoceniany (zapomniany ?) Leeway.






To ja jeszcze raz polecę Ci (już kiedyś polecałem, ale chyba się nie udało zachęcić do sprawdzenia), dokładne obadanie ich koncepcyjnego albumu, z nieco innym niż byś się spodziewał Varathron na Untrodden Corridors of Hades. Ja za to przy okazji sprawdzę, co tam wyżej poleciłeś.TITELITURY pisze: miesiąc temu Płyta, która deklasuje wszystko, co nagrał Varathron od Nocy Walpurgii. Żałuję tylko, że nie poszli dalej z tym sopranem ( bo to chyba sopran ) , który tu pięknie komponuje się z riffami w drugim kawałku. Płyta - majstersztyk.






Wczoraj u mnie ten albumik się kręcił.





Mam większy problem. Nie lubię metalu, choć praktycznie słucham tylko jego. A jeśli chodzi o klimat, toTitek, wygląda na to że nie lubisz elektrycznych gitar hue hue hue, a jeżeli już lubisz to nie te co grają riffy, tylko tworzą klimat...

Znane - lubiane. Bo to taki bleck trochę tradycyjny a trochę nieoczywisty i zarazem teatralny. A to jest to co tygryski lubią najbardziej.TITELITURY pisze: 2 dni temu
pogadycha z PMSem i post Suleckiego o babach w BM zachęcily mnie do powrotu do tego femi - okultystycznego BM. Pewnie w przyszłości zostanie już tylko feminizm, bo dziewczyny ( oczywiście jedna z ciętą pod garnek grzywką - znakiem rozpoznawcxym histerycznych macic ) już fotografują się z bambusami, ale póki co jest w tej muzyce pierwiastek metafizyczny bym powiedział. I szaleństwo i klimat właśnie. Generalnie z wyjątkiem Mythic nie lubię metalu tworzonego wyłącznie przez płeć piekną, ponieważ zawsze brzmi to jakby z braku laku złapała za gitary, bo nikt nie chciał dać jej złapać się za chuja. Tutaj jest drugi wyjątek, choć chyba zbuntowane pannice zdają sobie sprawę ze swoich możliwości fizycznych. Nie pędzi to szalenczo, a szkoda. Wałeczek I Was Made by Fire , to majstersztyk i chciałbym takich więcej, ale te spokojniejsze również świadczą o tym, że cipotrio odrobiło lekcje z historii norweskieho bm i wyciągnęło z tego wnioski. Chociaż i tak najbardziej podoba mi się śpiewany kawalek Mother Sea , kiedy panie przestają udawać meżczyzn i pięknie, czystym głosem, naturalnie i po kobiecemu śpiewają. Zatem świetny debiut i ciekaw jestem, w którą stronę pójdą dalej. Czy zostaną przy BM, czy zmieni się to w jakiś progresywny metal, czego elementy są głęboko zakopane, ale są w muzyce z tej płyty.